Strona Kołbaskowo.eu używa plików cookies. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie.

  • Gmina
  • Jak szkołę w Będargowie sprzed lat pamięta pani Maria

Jak szkołę w Będargowie sprzed lat pamięta pani Maria

Szkoła Podstawowa w Będargowie przygotowuje się do wyjątkowego jubileuszu. 14 października 2026 roku odbędą się uroczystości z okazji 80-lecia placówki.

Będzie to okazja nie tylko do wspomnień, ale także do przypomnienia ludzi, którzy przez lata tworzyli tę szkołę. Jedną z nich jest pani Maria Perczyk, która od lat 70. pracowała w Będargowie jako nauczycielka. Wcześniej uczyła jednak w kilku innych miejscach. Jej zawodowa droga rozpoczęła się w latach 50. Jak wtedy była szkoła?


– Ja zaczynałam w 1958 roku. W Szczecinie Dąbiu, na stopniu podstawowym. Tam zaczynałam po studium nauczycielskim – wspomina pani Maria. – W Dąbiu spędziłam jednak tylko rok. W tym czasie uczyłam klasę trzecią, prowadząc zajęcia z przedmiotów, które dziś określilibyśmy jako edukację wczesnoszkolną. Uczyłam polskiego, matematyki, przyrody – opowiada.


Niedługo później rozpoczął się kolejny etap jej życia. Wyszła za mąż i razem z mężem wyjechała do niewielkich Lewic koło Gryfic, gdzie znajdowała się jednoklasowa szkoła podstawowa.


– Tylko nas dwoje pracowało. Mąż był kierownikiem, a ja pracownikiem – wspomina.


Z małej szkoły wiejskiej pani Maria przeniosła się następnie do Trzebiatowa. Tam rozpoczęła pracę w zasadniczej szkole zawodowej. Trafiła tam trochę dzięki przypadkowi. Jeden z nauczycieli przeszedł do pracy w Szczecinie, a szkoła potrzebowała matematyka.


– W Trzebiatowie powstało później również technikum. Uczyłam przede wszystkim matematyki, a także fizyki. Pamiętam z tamtego okresu przede wszystkim bardzo liczne klasy. Po czterdziestu uczniów było w tamtych latach – mówi.


Trzebiatów stał się ważnym punktem jej zawodowej drogi. Przez pewien czas pracowała nawet w kilku placówkach. Była nauczycielką w zasadniczej szkole zawodowej, prowadziła zajęcia w ramach doskonalenia rzemiosła, a przez około dwa lata pracowała również w szkole rolniczej dla dziewcząt. To właśnie wtedy przypadły lata 70., a wraz z nimi kolejna zmiana. Pani Maria wraz z mężem trafili do Będargowa.


W Będargowie

Nie był to jednak wyłącznie przypadek zawodowy. Ważną rolę odegrała sytuacja rodzinna. Ich córka nie chciała mieszkać w internacie w Szczecinie, gdzie rozpoczęła naukę w szkole plastycznej.


– Ira już przyszła do Szczecina, rok czasu przesiedziała w Szczecinie, bo dostała się do plastycznej szkoły. I płacz. Ona nie chce być w internacie – wspomina pani Maria.


– Zaczęliśmy więc szukać rozwiązania. Ostatecznie pojawiła się możliwość przeprowadzki do Będargowa, gdzie otrzymaliśmy mieszkanie.


Pani Maria rozpoczęła w małej miejscowej szkole pracę jako nauczycielka matematyki. Jej mąż, Piotr Perczyk, został wówczas dyrektorem szkoły. Sama szkoła wyglądała wtedy zupełnie inaczej niż obecnie.


– Szkoła była o wiele mniejsza. To były tylko trzy sale lekcyjne i dwa czy trzy pomieszczenia administracyjne – wspomina. – Sali sportowej nie było. A skądże! – mówi z uśmiechem.


Później pojawiło się boisko, ale nie takie, jakie znamy dziś.


– Jak chłopcy ze wsi przychodzili grać w piłkę, to trzeba było najpierw skosić trawę, żeby mogli wejść i sobie pokopać. Robił to mąż. Tylko że wtedy nie było jeszcze tych wszystkich spalinowych kosiarek – wspomina. – Czym więc koszono boisko? Kosą. Zwykłą kosą – odpowiada pani Maria.


Z czasem do szkoły zaczęło przybywać coraz więcej dzieci z okolicznych miejscowości.


– I zaczął się problem z lekcjami. Nie było po prostu miejsca. Żeby to jakoś pogodzić, trzeba było późno kończyć zajęcia szkolne – opowiada. – A część zajęć odbywała się również poza głównym budynkiem szkoły. Wykorzystywano między innymi pomieszczenia remizy strażackiej. A jak dzieci docierały do szkoły? To też było ciekawe. Różnymi sposobami. W cieplejszych miesiącach część przyjeżdżała rowerami, zimą natomiast wiele z nich musiało pokonywać drogę pieszo, po zaspach. A zaspy nie były takie jak teraz, bo teraz nie ma śniegu. Dawniej to tyle go było, że pług był przykryty – wspomina pani Maria.


Paradoksalnie, mimo niewielkiego budynku, klasy w Będargowie nie były tak liczne jak te, które pani Maria pamiętała z Trzebiatowa.


– W Będargowie było do dwudziestu uczniów w klasie, więc pod tym względem nie było źle. Pamiętam, że objęłam klasę piątą jako wychowawczyni i prowadziłam ją aż do siódmej, bo wtedy szkoła podstawowa miała jeszcze tylko siedem klas. Przede wszystkim uczyłam matematyki. To był mój przedmiot i z nim byłam związana przez wszystkie te lata – wspomina.


Z czasem liczba uczniów rosła, a wraz z nią potrzeby szkoły. Dotychczasowy budynek przestał wystarczać. Pojawiły się plany rozbudowy, a w ich realizację zaangażowane były osoby związane ze szkołą i lokalnymi władzami.


– Mąż był wtedy też radnym, potrafił się kręcić koło władz. Zależało mu na tym, żeby coś dla tej szkoły zrobić, bo wszyscy widzieli, że dzieci przybywa i miejsca zaczyna brakować. Była też pani Janina Tabisz, gminny dyrektor szkół, która miała pod opieką Kołbaskowo, Będargowo i Siadło. No i jakoś to wszystko zaczęło się posuwać do przodu – opowiada pani Maria.


Rozbudowa szkoły została zakończona w 1992 roku. 1 września tego roku oddano do użytku nowe sale lekcyjne oraz salę gimnastyczną. Była to ogromna zmiana w porównaniu z warunkami, które pani Maria pamiętała z początku swojej pracy w Będargowie.


Jacy byli uczniowie?

Po kilkudziesięciu latach pani Maria przede wszystkim pamięta swoich uczniów jako młodzież zdyscyplinowaną. Duża w tym była, jej zdaniem, zasługa dyrektora szkoły, jej męża Piotra Perczyka.


– Byli zdyscyplinowani. Może dlatego, że mieli takiego dyrektora, który trzymał ich krótko. Słuchali się rzeczywiście. Nie było specjalnych kłopotów – wspomina pani Maria.


Nie oznaczało to jednak, że w szkole panowała cisza. Przeciwnie.


– Na przerwach zawsze było głośno i gwarnie. Dzieci biegały, rozmawiały, bawiły się. Szkoła zawsze będzie szkołą, więc ten hałas był. Tego się nie uniknie – mówi.


Była jednak zasadnicza różnica między szkołą sprzed kilkudziesięciu lat a tą, którą znamy dzisiaj.


– Nie było przede wszystkim telefonów komórkowych. Tego po prostu nie było. Dzieci nie siedziały z telefonem, nie miały takich rzeczy. Oczywiście psoty były, bo dzieci zawsze coś wymyślą, ale to były zwykłe szkolne psoty. Nie przypominam sobie, żeby w Będargowie były z tym jakieś szczególne problemy – wspomina.


Byłam paskudną nauczycielką

Pani Maria z uśmiechem wspomina również samą siebie z czasów pracy w szkole. Nie ukrywa, że była nauczycielką wymagającą i nie każdemu uczniowi musiało się to podobać.


– Ostra byłam jako nauczycielka. Uczniowie sami mówili, że byłam „paskudną nauczycielką”. Dla jednych byłam bardzo dobra, a dla innych najgorsza. Większość chyba uważała, że najgorsza – mówi ze śmiechem.

 

Po chwili dodaje:


– Ale nauczyć nauczyłam. Tylko że mnie to też kosztowało dużo zdrowia i nerwów. Człowiek chciał, żeby dzieci umiały, żeby coś z tej matematyki wyniosły. Jak ktoś nie chciał się uczyć albo nie przykładał się do pracy, to człowiek się denerwował. Taka już byłam.


Przez lata pracy spotkała setki, a zapewne tysiące uczniów. Nie wszystkie wspomnienia dotyczą jednak matematyki, ocen czy szkolnych psot. Jedno z najbardziej niezwykłych wydarzeń pamięta jeszcze z czasów pracy w Trzebiatowie.


– Był taki uczeń, którego milicja zabrała z klasy. To nie było zwykłe rozrabianie, o nie. Któregoś dnia przyszli mundurowi i zaczęli sprawdzać jego tornister. Wyciągał z niego po kolei różne rzeczy, aż w pewnym momencie pojawił się arszenik – opowiada pani Maria.


Jak wspomina, zainteresowała się wówczas tym, do czego chłopakowi potrzebna była taka substancja.


– Pytam go: „A to na co?”. A on mi mówi: „Na ojca”. No i człowiekowi szczęka opada. Okazało się później, że podczas wakacji próbował tego środka na kaczkach – wspomina po latach.


35 lat pracy

Pani Maria łącznie przepracowała jako nauczycielka 35 lat. Oficjalnie pracę zakończyła w 1988 roku. Będargowo pozostało jednak ważnym miejscem w jej życiu. Mieszka w nim do dziś. Nie wiadomo jeszcze, czy pani Maria będzie mogła osobiście pojawić się 14 października podczas jubileuszu 80-lecia Szkoły Podstawowej w Będargowie.


– To zależy od mojego stanu zdrowia – mówi.


Jeśli jednak uda jej się dotrzeć, na uroczystości pojawi się osoba, która pamięta Będargowo z czasów, gdy szkoła miała zaledwie trzy sale, lekcje wychowania fizycznego odbywały się na dworze, dzieci zimą przychodziły przez zaspy, a trawę na boisku koszono kosą. To właśnie takie wspomnienia pokazują, że historia szkoły to nie tylko daty czy zmieniające się programy nauczania. To przede wszystkim ludzie – nauczyciele i uczniowie, którzy przez dziesięciolecia tworzyli jej historię.

foto: jad
Ocena 5 (2 Głosy)

Pozostałe wiadomości: