W poniedziałek rozpoczęły się wzmożone kontrole na granicy polsko-niemieckiej. Przejazd przez przejścia graniczne w Kołbaskowie i Rosówku odbywał się bez większych utrudnień – nie odnotowano korków ani zatrzymań. Po polskiej stronie widoczna była jednak zwiększona obecność funkcjonariuszy policji i Straży Granicznej.
W Kołbaskowie byliśmy o godz. 9:40. Wjechaliśmy na autostradę w stronę Berlina, a na najbliższym węźle zawróciliśmy. Ponowne przekroczenie granicy odbyło się bez problemów. Następnie udaliśmy się do Rosówka. Tuż przed granicą, około godz. 10:20, niemiecka funkcjonariuszka jedynie machnęła ręką, pozwalając nam jechać dalej.
Sytuacja diametralnie zmieniła się kilka kilometrów za granicą, w okolicach Neurochlitz, na drodze prowadzącej do Schwedt. Niemieckie służby całkowicie wstrzymały tam ruch. Wszystkie pojazdy kierowano na pobliskie boisko, gdzie czekało kilkanaście radiowozów oraz patrole niemieckiej policji i straży granicznej. Rozpoczęły się drobiazgowe kontrole – każdy kierowca był sprawdzany na obecność alkoholu i narkotyków, kontrolowano także samochody i bagażniki.
To była bardzo dziwna sytuacja – relacjonuje pan Marcin ze Szczecina, który właśnie przeszedł taką kontrolę. – Jechałem spokojnie, aż nagle na środku drogi pojawił się policjant i kazał zjechać. Trafiłem na boisko, gdzie pełno było radiowozów i funkcjonariuszy. Zabrali mi dokumenty, kazali wysiąść z auta i wykonali test na alkohol i narkotyki.
Funkcjonariusze pobierali próbki z języka i wnętrza policzka. Na wynik trzeba było czekać około ośmiu minut. Pierwszy test wskazał obecność kokainy.
Byłem w szoku – mówi pan Marcin. – Nigdy w życiu nie brałem narkotyków. Tłumaczyłem im to, prosiłem o ponowny test. Miałem wrażenie, że nikt mnie nie rozumie – niemieccy funkcjonariusze nie mówili po polsku, a ich znajomość angielskiego była bardzo ograniczona.
Po chwili zgodzono się na powtórzenie testu. Drugi wynik był już negatywny, pan Marcin został puszczony wolno. Mimo to sytuacja była dla niego niezwykle stresująca.
To było okropne. Nie wiedziałem, co się dzieje, bałem się, że mnie gdzieś zabiorą. Wszystko to wyglądało bardzo chaotycznie – mówi.
Na miejscu zakazano robienia zdjęć. Udało się je wykonać jedynie z dużej odległości, przy użyciu zoomu. Nasz kierowca również został szczegółowo skontrolowany.
Nie był to odosobniony przypadek. Inne osoby, które spotkaliśmy na przejściu w Rosówku, również skarżyły się na atmosferę presji i chaosu. Niepokój wzbudzały różne wyniki testów przeprowadzanych u tych samych osób – raz pozytywne, raz negatywne – co rodziło pytania o wiarygodność stosowanych procedur. Bariera językowa dodatkowo pogarszała sytuację, utrudniając zrozumienie poleceń i zasad kontroli.
Zapytaliśmy niemieckich funkcjonariuszy, czy kontrola w tym miejscu będzie kontynuowana. Otrzymaliśmy sprzeczne odpowiedzi – jedna z policjantek stwierdziła, że nie wie, inny funkcjonariusz powiedział, że „chyba tak”.
Na razie jedno jest pewne – choć przejazd przez granicę wygląda z pozoru spokojnie, kilka kilometrów dalej kierowcy mogą trafić na blokadę drogi, testy i długotrwałe, stresujące kontrole.

