Arka Sztadilowa, byłego piłkarza Victorii Przecław, trenera GKS Kołbaskowo-Przecław, tym razem poznajemy jako ambitnego biegacza, który na swoim koncie ma już osiem ukończonych maratonów.
Jego przygoda z królewskim dystansem zaczęła się od symbolicznego planu. Chciał przebiec pierwszy maraton na swoje 42. urodziny. Pandemia opóźniła te zamierzenia, i zadebiutował w wieku 43 lat. Startował w Dębnie, z którego pochodzi, i które uznaje się za polską stolicę maratonu.
W pogoni za „magiczną trójką”
Dla 47-letniego dziś sportowca bieganie stało się czymś więcej niż tylko ruchem.
Dla mnie pasja, ale też walka o wynik. Postawiłem sobie za cel złamanie bariery trzech godzin. To dla mnie brama raju maratońskiego. Gdy na liczniku zobaczę czas 2:59:59, będę mógł zwinąć zegarek i czuć się spełniony – mówi z uśmiechem.
Początkowo jego wyniki oscylowały wokół 3 godzin i 20 minut, co skłoniło go do poszukiwania profesjonalnego wsparcia.
Od dwóch lat trenuję pod okiem Mariusza Giżyńskiego, mistrza Polski w biegach przełajowych. To przyniosło wyraźny progres – dodaje.
Obecny rekord życiowy Arka to 3:04:44, wywalczony podczas niedawnego dramatycznego startu w Mediolanie.
Bieganie przez ból i „City Break” z żoną
Sztadilów wypracował unikalny sposób na godzenie pasji z życiem rodzinnym. Aby zrekompensować żonie czas poświęcony na mordercze treningi, połączył starty ze zwiedzaniem w formie tzw. „city breaków”. Dzięki temu biegał już nie tylko w Dębnie i Poznaniu, ale także w Sztokholmie, Mediolanie oraz dwukrotnie w Walencji.
Maraton w Mediolanie pokazał jednak ciemniejszą stronę tego sportu. Już na 20. kilometrze Arek poczuł ogromny ból w stopach.
Chciałem zejść z trasy, ale co oczywiste, nie miałem przy sobie telefonu, by skontaktować się z rodziną czekającą na mecie pod katedrą Duomo. Nie było wyjścia. Mimo kontuzji dokończyłem bieg. I o minutę poprawiłem swoją życiówkę. Wszystko dzięki żonie! – żartuje.
Terapia w ruchu i zdrowe życie
Na co dzień Arek pracuje zawodowo, jest też trenerem piłki nożnej. Bieganie służy mu jako swoista autoterapia. Podczas niedzielnych długich wybiegań (tzw. „longów” na ok. 30 km), czyści głowę i analizuje błędy swojej drużyny podczas meczów.
Sport wymusił na nim również radykalną zmianę stylu życia. Pięć lat temu rzucił palenie papierosów. Praktycznie zrezygnował z alkoholu, twierdząc, że „już swoje w życiu wypił”. Stosuje zdrową dietę.
Plany na przyszłość
Najbliższym celem Arka jest grudniowy start w Walencji. Liczy na to, że płaska trasa pozwoli mu na urwanie brakujących 5 minut do wymarzonego rekordu.
Po złamaniu trzech godzin chciałby spróbować sił w Majorach - największych maratonach świata. Berlin, Nowy Jork, Tokio? Kto wie, może uda się zdobyć pakiet startowy.

