Po wprowadzeniu kontroli na granicy polsko-niemieckiej, wielu rowerzystów zaczęło się zastanawiać, czy nadal można swobodnie korzystać z rowerowych przejść granicznych. W naszej gminie są cztery takie trasy. Sprawdziliśmy na miejscu, jak wygląda sytuacja.
Odwiedziliśmy kolejno przejścia: w Rosówku, na końcu Szlaku Bielika (Pargowo - Steffelde), w rejonie toru motocrossowego (Rosówek - Neu-Rosow) i na koniec przejście na trasie dawnej kolejki wąskotorowej CPO (Barnisław - Ladenthin).
Wszystkie mają jedną cechę wspólną, na każdym z nich, na wjeździe, stoi metalowa brama. Konstrukcje te nie pojawiły się w ostatnich dniach, są obecne od dawna. Widnieją na nich rozmaite ostrzeżenia: „Uwaga, gąsienice korowódki – nie dotykać gąsienic ani ich kłębowisk, powodują silne reakcje alergiczne!”, „Ogrodzenie ochronne w celu zahamowania rozprzestrzeniania się afrykańskiego pomoru świń”, „Prosimy, aby brama była stale zamknięta”. Bramy nie są zamknięte na kłódki, można je otworzyć i przymknąć po przejściu. I na tym podobieństwa się kończą, bo każdym przejściu zasady przejazdu były różne.
Rosówek - tu bez problemów
Przed godziną 11.00 byliśmy na przejściu granicznym w Rosówku. Rowerzyści mogli swobodnie wjechać na ścieżkę, nie byli kontrolowani, wystarczyło otworzyć bramę i po prostu wjechać do Niemiec.
Pargowo - kontrola dokumentów
O godzinie 11.20 dotarliśmy na przejście rowerowe za Pargowem, na końcu Szlaku Bielika. Po drodze spotkaliśmy rowerzystów, którzy poinformowali nas, że zostali na krótko zatrzymani przez polskich żołnierzy i poproszeni o okazanie dokumentów . Po dotarciu na miejsce my także zostaliśmy zatrzymani i wylegitymowani przez dwóch umundurowanych funkcjonariuszy. Mogliśmy udać się do Niemiec, gdyśmy chcieli. Zawróciliśmy w stronę Pargowa.
Rosówek - Neu-Rosow. "Nie ma przejścia"
Około południa byliśmy przy przejściu w rejonie toru motocrossowego. Tam sytuacja wyglądała najbardziej stanowczo. Usłyszeliśmy głośne: „Stać, Wojsko Polskie!”, po czym zostaliśmy zatrzymani przez dwóch mundurowych. Wyjaśniliśmy, że chcemy tylko sprawdzić, czy rowerzyści mogą przejechać w stronę Neu-Rosow. Jeden z mundurowych skontaktował się z przełożonym, drugi sprawdził nasze dokumenty. Po chwili usłyszeliśmy, że „przejścia nie ma, przejazdu nie ma, nikogo nie przepuszczamy i zdjęć robić nie wolno”. Zawróciliśmy.
Cisza na CPO
Na ostatnie z przejść, na trasie dawnej kolejki wąskotorowej CPO, dotarliśmy przed godziną 13. Ku naszemu zaskoczeniu, nie było tam żadnych funkcjonariuszy ani patroli, tylko zamknięta brama, którą – jak na poprzednich odcinkach – można było bez trudu otworzyć. Pojawił się jedynie rowerzysta z pieskiem, który zawrócił do Barnisławia. Granicę można było przekroczyć bez problemu.
Warto się przygotować
Co zatem wynika z naszej wyprawy? Miłośnicy rowerowych wycieczek chcący przekroczyć granicę w gminie Kołbaskowo, muszą liczyć się z tym, że sytuacja na każdym z przejść dla rowerzystów może być inna. Na jednym da się przejechać bez żadnej kontroli, na innym zostaniemy wylegitymowani, a na jeszcze innym, usłyszymy wyraźny zakaz wjazdu. Warto mieć ze sobą dokument tożsamości, zachować spokój i respektować polecenia służb.

