Już za dwa dni, dokładnie w sobotę, 21 lutego w GOKSiR Przecław wystąpi Julia Pietrucha z jubileuszowym projektem „Parsley X”, przygotowanym z okazji dziesięciolecia albumu, który otworzył jej autorską drogę muzyczną. Z tej okazji zadaliśmy kilka pytań. Dodajmy, że w sprzedaży zostały ostatnie bilety. Są do nabycia tutaj.
- Polacy świetnie cię znają z ról w wielu filmach i serialach. Nie wszyscy jednak wiedzą, że jesteś także piosenkarką. W co ostatnio wkładasz więcej serca, w aktorstwo czy śpiewanie? A może jest jeszcze coś innego?
- Muzyką zajmuję się dokładnie 10 lat. Napisałam łącznie 5 albumów z autorskimi kompozycjami. Uwielbiam komponować i koncertować. To moje życie, moja radość i siła napędowa. Staram się wkładać serce we wszystko co robię. To sprawia, że jestem zadowolonym człowiekiem. Jeśli decyduję się na projekt, chcę mieć wewnętrzne przekonanie, że w niego wierzę i chcę go zrealizować z całą pieczołowitością. Więc czy jest to aktorstwo czy muzyka, jestem obecna, zaangażowana i gotowa działać.
- Dokładnie 6 lat temu byłaś w Przecławiu, a pół roku temu w Moczyłach na Dolinie Dolnej Odry Poezją Śpiewanej. Co pamiętasz z tamtych koncertów?
- Publiczność. Zainteresowaną, ciekawą, chętną do wspólnego przeżywania muzyki. W Przecławiu wykonywaliśmy utwory z płyty „Postcards from the Seaside”, a w Moczyłach mieliśmy możliwość grać płytę „Neonova”. Za każdym razem, bez względu na materiał, były to ciekawe i miłe spotkania. Tym razem wybieramy się do was z nowymi aranżacjami mojej pierwszej płyty „Parsley” i już nie możemy się doczekać.
- Z czym ci się kojarzy Pomorze Zachodnie, Szczecin, a może też Przecław czy Kołbaskowo?
- Pomorze Zachodnie kojarzy mi się przede wszystkim z Mrzeżynem, czyli miejscowością nadmorską, w której latami spędzałam najpiękniejsze wakacje w moim życiu. Chwile beztroskie, radosne. Dzieciństwo. Przecław znam wyłącznie z naszego ostatniego pobytu, ale w Szczecinie bywam 3-4 razy w roku, przy okazji różnych koncertów, niekiedy występów gościnnych. Lubię tutaj przyjeżdżać, a długa droga dojazdu nie stanowi dla mnie nigdy problemu.
- W świecie przesytu informacjami, co ostatnio pozwoliło ci się „wyłączyć"? Czy była to konkretna książka, film, a może cisza w jakimś miejscu?
- Ciszę uwielbiam. I chwile, kiedy mogę zwolnić, będąc w naturze, przyrodzie. Często wyjeżdżam nad wodę, by pobyć cały dzień nad jeziorem czy rzeką. Uwielbiam jeździć w góry na samotne wyprawy, lub z jakąś zaprzyjaźnioną duszą. Wakacje to czas, kiedy ładuję baterie i jeżdżę po Polsce. Oczywiście odwiedzam też tereny Pomorza Zachodniego. A jeśli chodzi o sztukę, to ostatnio poruszyła mnie płyta „Lux” hiszpańskiej piosenkarki Rosali i podczas słuchania wylogowałam się ze świata na te 40 minut jej trwania. Wspaniałe doświadczenie.
- Jaki obraz, film lub utwór sprawił ostatnio, że poczułaś „to coś" – ten impuls, który każe chwycić za instrument lub zapisać linijkę tekstu?
- Jest mnóstwo takich utworów. Ostatnio dużo słuchałam Natalii Bergman. Bardzo lubię jej retro styl i jakąś odschoolową historię. Ponadto Alice Phoebe Lou, ona zawsze inspiruje. Wydała ostatnio nową płytę „Oblivion”. Taką powolną, jak miłość, o której opowiada. To bardzo inspirujące i pokrzepiające. Bardzo też lubię taki zespół Peter Cat Recording Co. Oni grają ciekawe rzeczy, niby indyjski alternatywny rock/indie pop, ale przykuwa uwagę specyficzny, snujący się męski wokal. A że ja takie flegmatyczne męskie wokale bardzo lubię, to w to mi graj. Dużo ostatnio słucham takiego indie, ale energetycznego i słonecznego. Stąd też brzmienie nowej odsłony płyty „Parsley”, którą zaprezentujemy na trasie Parsley X.
- Teraz kilka pytań i szybkie odpowiedzi. Czytanie czy słuchanie audiobooków?
- Czytanie.
- Rower czy auto?
- Chodzenie.
- Norwegia czy Hiszpania?
- Hiszpania.
- Piosenki po polsku czy po angielsku?
- Po angielsku.
- O poranku kawa czy woda?
- Kawa.
- Improwizacja na scenie czy trzymanie się planu?
- Impro.
- Najpierw tekst czy melodia?
- Hmm, umiem i lubię jedno i drugie.
- Wracasz na trasę z materiałem sprzed 10 lat. Czy zdarza się, że śpiewając dzisiaj te same teksty, odkrywasz w nich znaczenia, o których 26-letnia Julia nie miała pojęcia? Czy któraś z piosenek z „Parsley” zestarzała się dla ciebie w jakiś zaskakujący sposób?
- Dla mnie ważne jest, że te utwory są w jakimś stopniu ponadczasowe. To znaczy, że w warstwie tekstowej, już na tamten moment, udawało mi się przekazać treści, z którymi albo nadal się zgadzam, lub które rozumiem i przyjmuję jako część swojej historii. To jest ogromna wartość i jakość móc te swoje pierwsze kompozycje nadal lubić, a co więcej, chcieć je dalej wykonywać i to jeszcze w nowych aranżacjach. Zaskoczeniem też było to, że podczas pracy z Piotrkiem Plutą, odpowiedzialnym za nowe aranżacje utworów, niektóre utwory zyskały tak fantastyczne nowe otwarcie, że można je rozumieć zupełnie inaczej. To samo przesłanie, ten sam tekst i ta sama linia melodyczna, ale podane w odnowionej muzycznej formie, zachwycają i przyciągają. I właśnie tę nową odsłonę „Parsley” z radością zaprezentuję w Przecławiu.
Rozmawiał Jarosław Dworzyński

