Codzienne dojazdy między Polską a Niemcami zamieniły się w ostatnich dniach w logistyczne wyzwanie. Pasażerowie skarżą się na nagłe odwołania kursów, brak spójnych komunikatów i trudności z dotarciem do celu, a przyczyną problemów okazały się braki kadrowe po niemieckiej stronie.
Podróżni korzystający z popularnego połączenia transgranicznego Szczecin – Pasewalk w ostatnich dniach muszą uzbroić się w cierpliwość. Część kursów została nagle odwołana, a komunikacja zastępcza pojawia się nieregularnie lub wcale. W efekcie wielu pasażerów na własną rękę organizuje dalszą podróż, szukając alternatywnych środków transportu.
Jak wyjaśnił przewoźnik, Deutsche Bahn, źródłem zakłóceń jest brak pracowników obsługujących nastawnie – miejsca odpowiedzialne za sterowanie ruchem, ustawianie zwrotnic i sygnalizacji. Nagłe absencje chorobowe sprawiły, że nie udało się zapewnić wymaganej obsady, a bez niej prowadzenie ruchu kolejowego nie jest możliwe.
W takich sytuacjach pociągi muszą zostać wstrzymane ze względów bezpieczeństwa. Choć wprowadzono autobusy zastępcze, ich dostępność bywa ograniczona, a pasażerowie zwracają uwagę na skąpe informacje wyświetlane na tablicach. Najczęściej pojawia się jedynie ogólna wzmianka o „awarii nastawni”, bez szczegółów dotyczących dalszej podróży.
Utrudnienia szczególnie dotykają osoby dojeżdżające codziennie do pracy lub szkoły po obu stronach granicy. To połączenie należy do najważniejszych lokalnych tras, a przejazd zwykle zajmuje niespełna 40 minut. Obecna sytuacja pokazała jednak, jak wrażliwy jest system na niedobory kadrowe.
Dodatkowym wyzwaniem dla pasażerów są przedłużające się prace modernizacyjne na innym ważnym odcinku prowadzącym w stronę stolicy Niemiec. Inwestycja, która docelowo ma zwiększyć przepustowość linii i skrócić czas przejazdu, trwa już od kilku lat i wciąż powoduje znaczące ograniczenia w ruchu.
Podróżni zamiast pociągów często muszą korzystać z komunikacji zastępczej, co wydłuża przejazdy i utrudnia planowanie codziennych obowiązków. Wielu z nich podkreśla, że kumulacja remontów i bieżących problemów organizacyjnych sprawia, iż transgraniczna kolej przestaje być przewidywalnym środkiem transportu.
Choć przewoźnik przeprasza za niedogodności i zapewnia, że pracuje nad stabilizacją sytuacji, mieszkańcy regionu obawiają się, że podobne zakłócenia mogą jeszcze wracać. Ostatnie dni pokazały bowiem, że nawet pojedyncze braki personalne potrafią sparaliżować ruch na kluczowej trasie łączącej społeczności po obu stronach granicy.

