Dziś trudno wyobrazić sobie kościół w Kołbaskowie bez charakterystycznego brzmienia organów. Instrument, który od lat towarzyszy nabożeństwom, koncertom i ważnym chwilom lokalnej wspólnoty, na stałe wpisał się w krajobraz miejscowości. Mało kto jednak pamięta, że jego historia zaczęła się od jednego, zupełnie niespodziewanego telefonu.
Minęło już ponad osiem lat od chwili, gdy w zabytkowym kościółku po raz pierwszy zabrzmiały prawdziwe organy. W lutym 2018 roku „Aktualności Gminy Kołbaskowo” opisywały tę historię w materiale zatytułowanym „I zadzwonił telefon: – Są organy do kupienia!”. Dziś wracamy do tamtego momentu, patrząc na niego z perspektywy czasu.
Jak wspominał wówczas ks. Krzysztof Tracz, proboszcz parafii Świętej Trójcy w Kołbaskowie, w świątyni nigdy wcześniej nie było organów – jedynie fisharmonie. Myśl o prawdziwym instrumencie pojawiła się nagle, a chwilę później zadzwonił telefon z informacją o możliwości zakupu organów z Niemiec.
- Pewnego razu będąc rano w niedzielę w kościele pomyślałem sobie, organy by się tutaj pięknie komponowały – opowiadał ks. Krzysztof Tracz, proboszcz parafii Świętej Trójcy w Kołbaskowie. – I dzwoni telefon. Mówi organista jednego z kościołów: - Księże Krzysiu, są organy do kupienia, z Niemiec. Ja mówię, biorę. Ile kosztują? On: - Pięć tysięcy euro. Za dwa dni przyjechał pan Waldek, który te organy rozbierał i pokazuje mi zdjęcia instrumentu. On opiekuje się organami w Szczecinie. Przywozi składa, stroi, później ma je pod swoją pieczą. Mówię - piękne te organy.
Instrument sprowadzono ze Steinfurtu, gdzie likwidowano miejscowy kościół. Cała operacja – demontaż, transport i montaż – odbywała się w ekspresowym tempie. Jak opowiadał ks. Tracz, zależało mu na tym, by organy zabrzmiały jeszcze podczas pasterki. I udało się – już przed świętami Bożego Narodzenia kościół w Kołbaskowie wypełnił się nowym dźwiękiem.
Organy Stockmanna, zbudowane w 1973 roku, mają sześć głosów i – jak się okazało – doskonale wpisały się w przestrzeń niewielkiej świątyni. Początki nie były jednak łatwe. Brak nagłośnienia sprawiał, że wierni dopiero uczyli się reagować na akompaniament organowy. Z czasem także ten problem udało się rozwiązać, a parafia zyskała pełne zaplecze nagłośnieniowe.
Dziś organy są czymś oczywistym. Towarzyszą liturgii, rozbrzmiewają podczas koncertów i przyciągają nie tylko mieszkańców, ale również turystów odwiedzających Kołbaskowo, zwłaszcza w sezonie letnim. Instrument, który trafił tu trochę przypadkiem, stał się jednym z muzycznych symboli miejscowości.
Historia sprzed lat pokazuje, że czasem wystarczy jeden telefon, by na trwałe zmienić brzmienie miejsca i zapisać nowy rozdział w jego lokalnej historii.

