Choć Sejm przyjął ustawę o utworzeniu Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry, dokument zamiast trafić na biurko prezydenta, wrócił z Senatu z poprawkami. Tymczasem kalendarz jest bezlitosny — jeśli park nie powstanie do połowy listopada, gminy nad Odrą mogą stracić milionowe środki z subwencji ekologicznej.
Sprawa utworzenia Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry przypomina maraton z przeszkodami. Kiedy wydawało się, że cel jest już na wyciągnięcie ręki, projekt ustawy znów utknął w legislacyjnym labiryncie. Po głosowaniu w Sejmie dokument trafił do Senatu, ale zamiast dalej — do podpisu prezydenta — wrócił z poprawkami do izby niższej.
Senacka Komisja Klimatu i Środowiska zaproponowała trzy zmiany w ustawie. Najważniejsze z nich dotyczą możliwości prowadzenia przez Wody Polskie prac w otulinie parku oraz przesunięcia daty jego powołania z 11 na 30 listopada. Na papierze to drobna korekta, w praktyce — potencjalna katastrofa finansowa. Jeśli park nie zostanie formalnie utworzony przed 15 listopada, samorządy, na których terenie ma powstać, nie otrzymają środków z tegorocznej subwencji ekologicznej. A w przyszłorocznym budżecie takiej rezerwy już nie ma.
Dla gmin, które od miesięcy angażują się w projekt, stawką są miliony złotych przeznaczonych na rozwój infrastruktury, ochronę środowiska i promocję regionu.
Wciąż jednak jest nadzieja. Sejm może zająć się poprawkami jeszcze w tym tygodniu. Jeśli posłowie zaakceptują zmiany, ustawa szybko trafi na biurko prezydenta Karola Nawrockiego. Od jego decyzji zależy, czy Park Narodowy Doliny Dolnej Odry powstanie jeszcze w tym roku.
Prezydent jak dotąd nie ujawnił swojego stanowiska. W kampanii wyborczej odwiedził Gryfino — jedyną z czterech gmin objętych projektem, która formalnie nie poparła idei parku. To tam planowana jest siedziba przyszłej dyrekcji. Przeciwnicy inicjatywy, głównie lokalni politycy Prawa i Sprawiedliwości, od początku argumentują, że park ograniczy żeglugę i zablokuje rozwój przemysłowy regionu.
Resort klimatu przekonuje jednak, że będzie wręcz przeciwnie. W ocenie ministerstwa park może stać się impulsem rozwojowym dla Pomorza Zachodniego. Szacunki wskazują, że teren Doliny Dolnej Odry może przyciągać nawet 60 tysięcy turystów rocznie, generując około 15 milionów złotych dodatkowych przychodów dla lokalnych przedsiębiorców — głównie hoteli, restauracji i wypożyczalni sprzętu wodnego.
O sile idei świadczy także poparcie społeczne. Według badania przeprowadzonego przez Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy, aż 70 procent Polaków popiera utworzenie parku. W województwie zachodniopomorskim odsetek ten sięga 86 procent, a w powiatach objętych projektem nawet 94 procent. Większość mieszkańców uważa, że park zwiększy atrakcyjność turystyczną regionu i poprawi jego wizerunek jako miejsca przyjaznego naturze.
Samorządowcy apelują więc do prezydenta o podpisanie ustawy i przypominają, że pomysł nie jest polityczny. Narodził się oddolnie — z inicjatywy naukowców, przyrodników i lokalnych społeczników. To oni dwa lata temu zasiali ideę, która dziś czeka na ostatni podpis.
Czas jednak gra przeciwko nim. Jeśli decyzja nie zapadnie w najbliższych dniach, Park Narodowy Doliny Dolnej Odry pozostanie tylko na papierze — a szansa na jego utworzenie oraz finansowe wsparcie dla regionu może przepaść na długo.

