Zima 26 stycznia 2026 roku spowiła Polskę falą mrozów, która na kilka dni zamieniła duże miasta, miasteczka i te najmniejsze miejscowości w lustra. Ich odbicie znajdujemy w naturze - w rzekach, jeziorach, parkach niczym w magicznym zwierciadle.
Dzień po pierwszej fali mrozu i gołoledzi wybraliśmy się na wycieczkę fotograficzną w rejony naszej gminy — od Siadła Dolnego przez Kurów. Odra, zwykle płynąca wartko przez dolinę, teraz stała nieruchomo, pokryta lodem, który trzymał w ryzach każdy nurt i każdą falę. Przystanie były puste, brzegi ciche, a powietrze przesycone tym charakterystycznym, zimowym dźwiękiem — lodu, który skrzypi pod butem, wiatru i pustki.
Patrząc na zamarzniętą Odrę, nie sposób nie uciec od książki „Życie rzek” E. Bołdakowa. Bołdakow opisywał rzeki jak żywe istoty: tworzą progi, wodospady, zmieniają kierunek, starzeją się i odmładzają. Teraz sami moglismy obserwować naszą rzekę w zimowym spoczynku, który paradoksalnie był pełen życia. Lód, śnieg i tafle wody tworzyły własny rytm, pozwalając rzece „odpocząć”, ale wciąż pozostając świadkiem historii, która toczy się od wieków.
Odra wpada do Bałtyku — i tutaj świat zimy rozciąga się dalej. Daleko na północy, w Estonii, mróz sprawił coś niezwykłego: Bałtyk zamarzł tak mocno, że władze oficjalnie otworzyły trasę samochodową po lodzie, łącząc wyspy z lądem. Dla jednych może to być spore zaskoczenie, dla tych, którzy znają już trochę historię nadbałtyckich krajów to nic nowego. To pokazuje, że zimy potrafią zaskakiwać, a woda — niezależnie czy w rzece, czy w morzu — ma w sobie siłę, która łączy miejsca pozornie odległe. Odra i Bałtyk, Kołbaskowo i Estonia — wszystkie te przestrzenie łączy ten sam rytm natury, który Bołdakow nazywał życiem rzek.
Podróż po Dolnej Odrze uczy czegoś jeszcze bardziej osobistego: że w zimie każdy krok nad rzeką, każdy oddech w mroźnym powietrzu, każda migocząca tafla lodu to chwila, którą warto zatrzymać. Każde zdjęcie z wycieczki jest impresją, zapisem nie tylko krajobrazu, ale i emocji, które wywołuje styczniowa cisza.
Na koniec poetycka klamra autorstwa Rafała Wojaczka:

