Strona Kołbaskowo.eu używa plików cookies. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie.

  • Sport
  • Remis, który zostawił niedosyt. Co pokazał mecz z Bośnią przed starciem ze Szwecją?

Remis, który zostawił niedosyt. Co pokazał mecz z Bośnią przed starciem ze Szwecją?

Bezbramkowy remis z Bośnią i Hercegowiną na własnym stadionie trudno uznać za satysfakcjonujący początek Ligi Narodów. Jeszcze bardziej niż sam wynik niepokoić może jednak pierwsza połowa spotkania. Po przerwie reprezentacja Polski pokazała bowiem zupełnie inne oblicze. Czy Jan Urban wyciągnął z tego odpowiednie wnioski przed poniedziałkowym meczem ze Szwecją?

Polacy rozpoczęli Ligę Narodów od remisu 0:0 z Bośnią i Hercegowiną. Punkt zdobyty na PGE Narodowym nie jest wynikiem, który przed własną publicznością może zadowalać. Po końcowym gwizdku piłkarzy reprezentacji Polski pożegnały zresztą gwizdy kibiców. I trudno się dziwić. Pierwsze 45 minut było po prostu słabe. Polska grała przede wszystkim zachowawczo, koncentrując się na zabezpieczeniu własnej bramki. Problem w tym, że za ostrożnością nie szła żadna konkretna gra ofensywna. Brakowało ruchu, szybkości i pomysłu na przedostanie się pod bramkę rywali. Długo niewiele się działo. Dopiero w końcówce pierwszej połowy pojawiła się sytuacja, po której można było mówić o realnym zagrożeniu. Po akcji z udziałem Roberta Lewandowskiego piłka trafiła do Sebastiana Szymańskiego, który oddał mocny strzał, ale wprost w bramkarza Bośni i Hercegowiny. To była jedyna sytuacja, która mogła zakończyć się golem.


Urban zmienił to, co wcześniej sam ustawił

Pierwsza połowa przyniosła również kilka pytań dotyczących wyjściowego składu. Jednym z nich była obsada lewej strony defensywy. Jan Urban zdecydował się na ustawienie Jakuba Kiwiora, który na co dzień w FC Porto występuje jako środkowy obrońca, a w reprezentacji został ustawiony szerzej. Nie był to udany eksperyment. Kiwior miał problemy z rywalami, a po przerwie został zmieniony przez Przemysława Frankowskiego.


Można powiedzieć, że sam selekcjoner szybko zweryfikował swój pomysł, dokonując dwóch zmian już w przerwie. Drugą było wejście Wiktora Nowaka (na zdjęciu) za Bartosza Slisza. I właśnie ta zmiana okazała się jednym z najważniejszych momentów całego spotkania. Ale o tym później.


Wróćmy do lewej obrony. W tym miejscu wraca również temat Michała Gurgula. Młody obrońca Lecha Poznań regularnie występuje w tym sezonie w klubie, ma już za sobą sto spotkań w pierwszym zespole Kolejorza, a obecnie zdaniem wielu kibiców i ekspertów, jest jednym z najlepszych albo najlepszym zawodnikiem polskiej ekstraklasy. Nie znalazł się jednak w kadrze A na wrześniowe mecze Ligi Narodów. Dla części kibiców był to powód do dyskusji. Tym bardziej że reprezentacja potrzebuje odpowiedzi na pytanie, kto w przyszłości może zabezpieczyć lewą stronę defensywy. Na razie Urban szuka rozwiązania gdzie indziej. Szkoda, bo to był idealny moment dla Gurgula.


Natomiast Frankowski po przerwie nie odmienił tej pozycji w sposób spektakularny. To zawodnik, który w reprezentacji nie grywał dobrych meczów. Z Bośnią nie był piłkarzem, który nadałby polskiej ofensywie wyraźnego impulsu. Zagrał lepiej od Kiwiora, ale nie widzę go w przyszłości jako etatowego zawodnika na tej pozycji, i w zasadzie na innych też.


Nowak - odkrycie tego meczu?

Jeśli z meczu z Bośnią można wyciągnąć coś pozytywnego, to przede wszystkim postawę Wiktora Nowaka. 22-letni pomocnik Slavii Praga dostał swoją szansę dopiero po przerwie. I wykorzystał ją bardzo dobrze. Nowak pokazał, że zawodnik występujący na pozycji defensywnego pomocnika może jednocześnie zabezpieczać środek pola, ale również napędzać akcje ofensywne. Potrafił ruszyć z piłką, zagrać prostopadle i kombinacyjnie, poszukać strzału. W jednej z akcji świetnie uruchomił Roberta Lewandowskiego (który jednak koncertowo zmarnował okazję). I właśnie dlatego trudno wyobrazić sobie, aby po takim występie Nowaka zabrakło w podstawowym składzie na mecz ze Szwecją.


Tym bardziej że jego wejście pokazało również, jak bardzo reprezentacja potrzebowała w środku pola większej dynamiki. Bartosz Slisz nie dał drużynie tego impulsu. I trudno powiedzieć, kiedy ostatnio dał go reprezentacji. Moim zdaniem, nigdy, a szans dostawał wiele. To zawodnik mocno ograniczony w swoim repertuarze, zazwyczaj porusza się po boisku dość wolno, najczęściej wybiera bezpieczne podanie do boku albo do tyłu, zdecydowanie rzadziej próbuje zagrać do przodu i nie daje zespołowi wiele w ofensywie. Do tego trudno uznać jego warunki fizyczne za atut na pozycji defensywnego pomocnika, na której reprezentacja od dawna szuka zawodnika potrafiącego nie tylko odbierać piłkę, ale również narzucać rywalom swoją fizyczność. Nowak ma natomiast wiele z tych cech, których w grze Slisza brakuje. W meczu z Bośnią było to widać bardzo wyraźnie.


Lewandowski? Tym razem bez argumentów

Drugim dużym znakiem zapytania jest Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski rozpoczął mecz z Bośnią w podstawowym składzie, ale jego występ trudno zaliczyć do udanych. Miał problemy z przyjęciem piłki, zbyt często tracił ją przy próbach odegrania, a w wielu sytuacjach podejmował złe decyzje. Owszem, w końcówce pierwszej połowy miał udział w najlepszej polskiej akcji, po której Szymański oddał strzał na bramkę. Później jednak Lewandowski praktycznie nie dawał zespołowi tego, czego oczekuje się od jego najbardziej doświadczonego napastnika.


Co ważne, Polska po przerwie zaczęła grać znacznie szybciej. Było więcej pressingu, agresywności, ruchu i prób odbioru piłki wysoko. W takim sposobie gry bardzo dobrze mógłby odnaleźć się Mateusz Żukowski - zawodnik mobilny i szybki. Tymczasem Lewandowski pozostał na boisku aż do 87. minuty. Dopiero wtedy zastąpił go Żukowski. Ta zmiana mogła nastąpić zdecydowanie wcześniej. Druga połowa pokazała bowiem, że reprezentacja potrafi grać szybko i intensywnie, a do takiej gry potrzebuje również napastnika, który będzie w stanie aktywnie uczestniczyć w pressingu.


Ze Szwecją trzeba pokazać tę drugą Polskę

Przed reprezentacją kolejny test. Dziś wieczorem Polacy zagrają w Solnej ze Szwecją. Szwedzi rozpoczęli rozgrywki od zwycięstwa 2:1 nad Rumunią, więc po pierwszej kolejce mają trzy punkty, podczas gdy Polska jeden.


Jan Urban zapowiedział zmiany w składzie i wszystko wskazuje na to, że możemy zobaczyć kilka nowych nazwisk od pierwszej minuty. Według przedmeczowych przewidywań do podstawowej jedenastki, na lewą obronę, może wskoczyć Tymoteusz Puchacz, a w środku pola miejsce powinien zachować Wiktor Nowak. W ataku natomiast coraz więcej wskazuje na to, że Robert Lewandowski rozpocznie spotkanie na ławce, a szansę dostanie Mateusz Żukowski. Takie przewidywania pojawiały się w poniedziałkowych doniesieniach przed meczem.


Możliwy skład Polski wygląda więc następująco: Marcin Bułka – Matty Cash, Kacper Potulski, Jan Bednarek, Tymoteusz Puchacz – Piotr Zieliński, Wiktor Nowak, Sebastian Szymański – Michał Skóraś, Nicola Zalewski – Mateusz Żukowski.


Nie jest to jeszcze oficjalna jedenastka, ale taki zestaw dobrze wpisywałby się w to, co zobaczyliśmy po przerwie meczu z Bośnią. Bo właśnie druga połowa powinna być dla reprezentacji punktem odniesienia przed spotkaniem ze Szwecją. Polska pokazała wtedy więcej energii, odwagi i pomysłu na grę.


A jak będzie? Czy reprezentacja Polski pokaże od pierwszej minuty taką energię i odwagę, jaką zobaczyliśmy po przerwie z Bośnią? Czy Wiktor Nowak potwierdzi, że zasługuje na miejsce w podstawowym składzie? I wreszcie - kto okaże się lepszy w drugim meczu Ligi Narodów? Jak Wy typujecie - kto wygra mecz Szwecja-Polska?

foto: pzpn
Ocena 0.00 (0 Głosy)

Pozostałe wiadomości: