42-letni kierowca Mercedesa pędził drogą ekspresową S10 z prędkością 192 km/h, mimo że w tym miejscu obowiązuje ograniczenie do 90 km/h. Jakby tego było mało, mężczyzna nie miał uprawnień do kierowania pojazdami. Do kontroli doszło w miejscu, w którym zaledwie kilka dni wcześniej wydarzył się tragiczny wypadek, w którym zginął kierowca Toyoty.
Do niebezpiecznej sytuacji doszło w weekend podczas patrolu drogi ekspresowej S10.
- Podczas patrolowania trasy nieoznakowanym radiowozem funkcjonariusze dokonali pomiaru prędkości kierującego Mercedesem. Mężczyzna, w miejscu, w którym zaledwie kilka dni wcześniej doszło do tragicznego w skutkach wypadku drogowego, jechał z prędkością 192 km/h. Obecnie w tym miejscu obowiązuje ograniczenie prędkości do 90 km/h, co oznacza, że 42-letni kierowca przekroczył dopuszczalną prędkość aż o 102 km/h - mówią policjanci.
Co szczególnie niepokojące, mężczyzna jechał tak szybko dokładnie w tym miejscu, w którym 6 października doszło do tragicznego wypadku. BMW, którego kierowca miał przed zderzeniem poruszać się z prędkością około 270 km/h, uderzyło w tył Toyoty. Zginął 70-letni kierowca tego samochodu, a podróżująca z nim kobieta została ciężko ranna.
Przekroczenie prędkości o ponad 100 km/h nie było jedynym przewinieniem 42-latka.
- Podczas kontroli okazało się, że mężczyzna nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami. Jego podróż zakończyła się odholowaniem samochodu i wysokim mandatem - dodają mundurowi.
Zaledwie kilka dni po śmiertelnym wypadku w tym samym miejscu kolejny kierowca zlekceważył ograniczenie prędkości. Tym razem nie doszło do tragedii, ale jazda z prędkością 192 km/h przy limicie wynoszącym 90 km/h stwarza ogromne zagrożenie dla innych uczestników ruchu. Policjanci apelują o rozsądek i przestrzeganie przepisów.
- Nadmierna prędkość skraca czas na reakcję i wydłuża drogę hamowania, a w przypadku wypadku może decydować o życiu lub śmierci uczestników ruchu drogowego. Szczególnie niepokojące jest lekceważenie przepisów w miejscach, w których niedawno doszło do tragicznych zdarzeń - podkreślają funkcjonariusze.
