Strona Kołbaskowo.eu używa plików cookies. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie.

  • Region
  • Śmiertelny wypadek na S10. BMW miało pędzić 270 km/h. Pasażer nagrywał

Śmiertelny wypadek na S10. BMW miało pędzić 270 km/h. Pasażer nagrywał

Tragiczny wypadek na drodze ekspresowej S10 w rejonie Kobylanki. BMW z ogromną prędkością uderzyło w tył Toyoty. Kierowca tego drugiego auta zginął na miejscu, a jego pasażerka w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Nieoficjalne ustalenia wskazują, że samochód mógł jechać nawet 270 km/h, a jazdę miał nagrywać pasażer.

Do wypadku doszło w nocy z 6 na 7 października na drodze S10 w okolicach Kobylanki. BMW jechało w kierunku Stargardu. W pewnym momencie samochód z impetem najechał na tył jadącej przed nim Toyoty. Siła uderzenia była ogromna. Kierowca Toyoty wypadł przez przednią szybę i zginął na miejscu. Pasażerka została ciężko ranna i przewieziono ją do szpitala. Jej stan jest poważny.


Sprawa budzi ogromne emocje przede wszystkim ze względu na informacje dotyczące prędkości BMW. Według nieoficjalnych informacji, samochód mógł poruszać się z prędkością nawet 270 km/h, a jazdę BMW miał dodatkowo nagrywać pasażer. Po wypadku kierowca BMW oddalił się z miejsca zdarzenia. Kilka godzin później sam zgłosił się na policję, gdzie został zatrzymany. Funkcjonariusze sprawdzili jego trzeźwość. Badanie nie wykazało obecności alkoholu w organizmie.


270 km/h to ogromna prędkość. Z podobną startują z pasa samoloty pasażerskie. To 75 metrów pokonywanych w ciągu jednej sekundy. Oznacza to, że zanim kierowca w ogóle zareaguje na niebezpieczeństwo, samochód może przejechać kilkadziesiąt metrów. Samo hamowanie również wymaga ogromnego dystansu. W idealnych warunkach, przy bardzo dobrych oponach i skutecznym układzie hamulcowym, droga hamowania ze 100 km/h to około 40 metrów. Przy 270 km/h droga hamowania rośnie do około 290 metrów.


Dokładny przebieg wypadku ustalają policja i prokuratura. Mundurowi zabezpieczyli telefony kierowcy i pasażera. Kluczowym dowodem może być nagranie wykonane przez pasażera BMW.


To kolejne tragiczne zdarzenie, które pokazuje, jak niebezpieczne skutki może mieć brawura za kierownicą i lekceważenie ograniczeń prędkości. W ostatnich latach podobnych historii nie brakowało, wystarczy wspomnieć sprawy Łukasza Żaka, Sebastiana M. czy ostatnie wydarzenie w Nowym Sączu. Te tragedie łączy ogromna prędkość, ryzykowne zachowanie i konsekwencje, których nie da się już cofnąć. Nic więc dziwnego, że po powraca pytanie, czy kary za skrajnie niebezpieczną jazdę są w Polsce wystarczająco surowe.

foto: 12 Brygada Zmechanizowana fb
Ocena 0.00 (0 Głosy)

Pozostałe wiadomości: