Edukacja zdrowotna od miesięcy wywołuje gorące dyskusje. Jedni przekonują, że jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek, inni obawiają się treści dotyczących seksualności i sposobu ich przekazywania uczniom. W ostatnich dniach temat ponownie wrócił do debaty publicznej za sprawą ostrej wymiany zdań między Ministerstwem Edukacji Narodowej a przedstawicielami Kościoła.
Od WDŻ do edukacji zdrowotnej
Przez wiele lat w polskich szkołach funkcjonował przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie”. Udział w tych zajęciach nie był obowiązkowy, a rodzice mogli zdecydować o wypisaniu z nich swoich dzieci.
Zmiany zapowiedziało Ministerstwo Edukacji Narodowej po zmianie rządu. Nowy przedmiot – edukacja zdrowotna – miał w szerszy sposób podejmować temat zdrowia i profilaktyki. W założeniu nie chodziło wyłącznie o kwestie związane z dojrzewaniem czy seksualnością, ale również o zdrowie psychiczne, aktywność fizyczną, prawidłowe odżywianie, uzależnienia, profilaktykę chorób czy bezpieczeństwo w świecie cyfrowym.
Pierwszy etap zmian
1 września 2025 roku edukacja zdrowotna oficjalnie zastąpiła wychowanie do życia w rodzinie. W obecnym roku szkolnym przedmiot jest jednak nieobowiązkowy. To rodzice decydują, czy ich dzieci będą uczestniczyć w zajęciach.
Już wtedy wokół nowych przepisów pojawiły się kontrowersje. Część środowisk zarzucała ministerstwu, że pod nazwą edukacji zdrowotnej wprowadza rozszerzoną edukację seksualną. Z kolei zwolennicy zmian podkreślali, że szkoła powinna uczyć dzieci i młodzież dbania o zdrowie w szerokim znaczeniu.
Nowe propozycje MEN
Pod koniec maja tego roku Ministerstwo Edukacji Narodowej skierowało do konsultacji społecznych projekt nowej podstawy programowej. Resort zaproponował, aby od 1 września tego roku edukacja zdrowotna stała się przedmiotem obowiązkowym.
Jednocześnie MEN zdecydowało się wyodrębnić zagadnienia dotyczące zdrowia seksualnego. Zgodnie z propozycją ministerstwa obowiązkowe dla wszystkich uczniów miałyby być treści związane m.in. z: higieną i dbaniem o zdrowie, profilaktyką chorób, szczepieniami, zdrowiem psychicznym, aktywnością fizyczną, uzależnieniami, dojrzewaniem, ciążą i porodem.
Natomiast udział w zajęciach dotyczących zdrowia seksualnego miałby zależeć od decyzji rodziców lub – w przypadku uczniów pełnoletnich – od samych zainteresowanych.
Kościół mówi „nie”
Takie rozwiązanie nie zakończyło sporu. Komisja Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski pod koniec maja wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że seksualność człowieka powinna być przedstawiana przede wszystkim w perspektywie prorodzinnej, a nie wyłącznie jako aspekt zdrowia.
Zdaniem przedstawicieli Kościoła samo wyłączenie części seksualnej z obowiązkowych treści nie rozwiązuje problemu. Episkopat nadal krytycznie ocenia kierunek proponowanych zmian.
Ostra odpowiedź ministerstwa
Do stanowiska biskupów odniosła się minister edukacji Barbara Nowacka. W wywiadzie dla Radia Zet stwierdziła, że Episkopat „robi potworne zamieszanie i potworną szkodę wokół edukacji zdrowotnej”.
Przypomniała również, że zgodnie z Konkordatem Kościół samodzielnie ustala podstawę programową religii.
Minister podkreśla, że głos Kościoła jest jednym z głosów w debacie publicznej, ale nie będzie miał wpływu na ostateczny kształt podstawy programowej.
Co dalej?
Na razie trwają konsultacje społeczne dotyczące nowych przepisów. Jeśli proponowane przez MEN rozwiązania zostaną przyjęte, od 1 września tego roku edukacja zdrowotna stanie się obowiązkowym przedmiotem we wszystkich szkołach.
Jednocześnie rodzice nadal będą mieli wpływ na to, czy ich dzieci będą uczestniczyć w zajęciach dotyczących zdrowia seksualnego.
Choć spór najczęściej koncentruje się właśnie wokół tego ostatniego elementu, zwolennicy przedmiotu zwracają uwagę, że większość programu dotyczy zagadnień, które od lat budzą znacznie mniej emocji: profilaktyki, zdrowego stylu życia, zdrowia psychicznego czy przeciwdziałania uzależnieniom.
Można być pewnym, że temat edukacji zdrowotnej jeszcze długo nie zniknie z publicznej debaty.

