Strona Kołbaskowo.eu używa plików cookies. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie.

  • Sport
  • Nieudana obrona Częstochowa Portowców. Co z Oscarem Garcíą?

Nieudana obrona Częstochowa Portowców. Co z Oscarem Garcíą?

Prowadzenie już w 5. minucie, niewykorzystany rzut karny rywali i nadzieje na przedłużenie dobrej passy. Pogoń Szczecin miała wszystko w swoich rękach, ale w Częstochowie rozegrała jedno z najsłabszych spotkań w ostatnich tygodniach. Raków wygrał 3:1, a Szczecinianie wracają do domu nie tylko bez punktów, ale również z dwoma czerwonymi kartkami. Tymczasem coraz więcej emocji budzi przyszłość trenera Oscara Garcíi, którym zainteresowało się Dinamo Zagrzeb.

Początek spotkania mógł dawać nadzieję na kolejny udany występ Portowców. Już w 5. minucie Darko Churlinov wykorzystał podanie Jana Biegańskiego, sprytnie przepuszczone przez Jordiego Sáncheza, i precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy. Pogoń szybko objęła prowadzenie, ale na tym skończyły się jej dobre momenty w pierwszej połowie. Później oglądaliśmy zupełnie inny zespół. Zamiast próbować kontrolować spotkanie i szukać kolejnych okazji, Szczecinianie cofnęli się głęboko na własną połowę i skupili przede wszystkim na odpieraniu ataków Rakowa. Można powiedzieć, że Portowcy urządzili sobie w Częstochowie prawdziwą obronę Częstochowy. Gospodarze coraz mocniej naciskali, a defensywa Pogoni miała mnóstwo pracy.

 

Raków doprowadził nawet do wyrównania, ale jego pierwsza bramka nie została uznana z powodu faulu na Valentinie Cojocaru. W 38. minucie gospodarze otrzymali natomiast rzut karny. Do piłki podszedł Lamine Diaby-Fadiga, jednak fatalnie przestrzelił i posłał ją nad poprzeczką. Pogoń miała szczęście, że do przerwy utrzymała prowadzenie. Poza golem Churlinova trudno było wskazać wiele argumentów przemawiających za dobrą postawą Szczecinian.

 

Po przerwie kibice mogli oczekiwać, że Oscar García zareaguje na to, co działo się w pierwszej części spotkania, i jego drużyna wyjdzie na boisko z zupełnie innym nastawieniem. Tymczasem już dwie minuty po wznowieniu gry Patryk Makuch doprowadził do wyrównania. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska napastnik Rakowa wygrał pojedynek powietrzny i pokonał Cojocaru.

 

Pogoń próbowała odpowiedzieć, ale jej ataki były mało przekonujące. W 68. minucie Jordi Sánchez trafił do siatki, jednak sędzia asystent zasygnalizował spalonego. Dwie minuty później Hiszpan próbował jeszcze zaskoczyć bramkarza Rakowa strzałem z dużej odległości. To było jednak zdecydowanie za mało, by mówić o realnym zagrożeniu dla gospodarzy.

 

Raków wyglądał na zespół bardziej zdecydowany, agresywny i przede wszystkim lepiej zorganizowany. W 73. minucie Bogdan Racovitan wykorzystał kolejne dośrodkowanie i strzałem głową wyprowadził Częstochowian na prowadzenie. Pogoń nie potrafiła już odwrócić losów spotkania. W końcówce sytuacja dodatkowo się skomplikowała, bo czerwone kartki obejrzeli Lukas Willen i Valentin Cojocaru. Bramkarz Pogoni został wyrzucony z boiska za faul na Patryku Makuchu poza polem karnym, a Willen wcześniej otrzymał dwie żółte kartki. W ostatniej akcji meczu Tomasz Pieńko ustalił wynik na 3:1.

 

Brak Dziczka był bardzo widoczny

 

Trudno szukać wielu pozytywów w występie Pogoni. Jednym z najważniejszych problemów była nieobecność Patryka Dziczka, pauzującego za kartki. Jego brak szczególnie mocno odbił się na funkcjonowaniu środka pola. To właśnie ten zawodnik w ostatnich spotkaniach odpowiadał za dużą część organizacji gry Portowców, utrzymywanie piłki i rozpoczynanie kolejnych akcji. Bez niego Pogoń nie potrafiła przejąć kontroli nad wydarzeniami na boisku. Zabrakło charakterystycznych dla ostatnich występów długich podań przenoszących ciężar gry z jednej strony na drugą, prostopadłych zagrań i płynnego konstruowania ataków.

 

Nieobecność Benjamina Mendy'ego również miała znaczenie. Ostatnio defensywa Pogoni była oparta na ustawieniu z Alessandro Riccio, Dimitriosem Keramitsisem, Attilą Szalaiem i Mendy'm. Tym razem jej zestawienie wyglądało inaczej, a szczególnie słabo zaprezentował się młody Isaiah Eichie. Prawy obrońca grał bardzo zachowawczo, ograniczając się głównie do bezpiecznych podań do tyłu. Nie dawał drużynie odpowiedniej jakości w ofensywie, a przy straconej bramce na 1:1 zabrakło mu zdecydowanej reakcji na dośrodkowanie i wyskok Makucha.

 

W środku pola Jan Biegański, Kellyn Acosta i Maciej Wojciechowski nie potrafili zastąpić Dziczka. Słabo wypadł również Paul Mukairu, a Jordi Sánchez, mimo kilku prób, nie był w stanie skutecznie zagrozić bramce Rakowa. Wprowadzenie Kamila Grosickiego, Jean-Pierre'a Nsame'a i Rajmunda Molnára nie przyniosło oczekiwanego ożywienia. Całą trójka nie zrobiła dosłownie nic wartego zauważenia.

 

Na tle kolegów można wyróżnić Churlinova, który był najbardziej aktywnym zawodnikiem Pogoni w ofensywie. Przyzwoicie zaprezentował się również Keramitsis, jeden z pewniejszych punktów defensywy. Kilka dobrych interwencji zanotował Cojocaru, choć jego ocenę obniża oczywiście czerwona kartka z końcówki spotkania.

 

Surowa ocena należy się także trenerowi. Wystawienie Eichiego od pierwszej minuty okazało się nietrafioną decyzją, a przeprowadzone zmiany nie poprawiły obrazu gry zespołu. Oczywiście absencje ważnych zawodników były poważnym problemem, ale trudno uznać je za wystarczające wytłumaczenie aż tak słabego występu.

 

Co z przyszłością Oscara Garcíi?

 

Porażka w Częstochowie to jedno, ale wokół Pogoni w ostatnich godzinach pojawił się jeszcze jeden bardzo ważny temat. Chodzi oczywiście o zainteresowanie Dinama Zagrzeb hiszpańskim szkoleniowcem. Chorwacki klub poszukuje nowego trenera, a García znalazł się na jego celowniku.

 

Właściciel Pogoni Alex Haditaghi jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza łatwo rozstawać się z Hiszpanem. Kibice czekali jednak przede wszystkim na stanowisko samego trenera. García został zapytany o sprawę jeszcze przed spotkaniem przez reportera CANAL+. Wówczas zapewniał, że koncentruje się na meczu i pracy zespołu, a medialny szum nie powinien rozpraszać drużyny. Temat wrócił podczas konferencji prasowej po porażce z Rakowem. Tym razem odpowiedź Hiszpana była jednak bardzo lakoniczna.

 

- W przeszłości mieliśmy większe problemy niż to, co wydarzyło się dzisiaj, dlatego nie będę tego więcej komentował - powiedział trener Pogoni.

 

García nie zadeklarował więc jednoznacznie, że zamierza pozostać w Szczecinie i nie interesuje go propozycja Dinama. Nie uciął również spekulacji dotyczących swojej przyszłości. Jego wypowiedź z pewnością nie rozwiała wątpliwości kibiców.

 

Alex Haditaghi zapowiada rozmowę z hiszpańskim szkoleniowcem. Jej efekty mogą mieć duże znaczenie dla dalszych losów Pogoni. Portowcy muszą teraz szybko wyciągnąć wnioski z porażki w Częstochowie - także z wcześniejszego meczu z Radomiakiem, kiedy Szczecinianie także stracili trzy bramki - bo już w sobotę czeka ich kolejne ligowe spotkanie - z Widzewem Łódź. Po zakończeniu serii dziesięciu ligowych meczów bez porażki i pięciu kolejnych zwycięstw drużyna potrzebuje nie tylko punktów, ale również powrotu do stylu gry, który jeszcze niedawno dawał jej tak dobre rezultaty.

foto: pogoń szczecin
Ocena 0.00 (0 Głosy)

Pozostałe wiadomości: